Jak się zmienić dzięki pokorze

Zapraszamy na gościnny wpis naszej znajomej Marty, która opowiada o tym jak odrobina pokory wpłynęła na jej życie…

Jednym z ludzi, który najbardziej pomógł mi w rozwoju osobistym to człowiek, który żył na przełomie V I VI wieku p.n.e. Jego podejście do życia jest ponadczasowe i uważam, że zawsze będzie.

Mam na imię Marta. Pisze gościnnie u Sylwestra i Eli, od których się także wiele uczę.

Krokiem milowym w moim rozwoju okazało się odkrycie pokory. Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z energią i nastrojem. Te dwie rzeczy napędzały się jak perpetuam mobile. Obniżony poziom energii generował zły nastrój, a zły nastrój z kolei obniżał poziom energii. Nie widziałam wyjścia z tego kola rozpaczy i bezsilności. Nie prosiłam o pomoc, bo uważałam, że to oznaka słabości, ze trzeba sobie radzić samemu. Drwiłam z książek i porad psychologicznych, bo psychologia według mnie była dla mięczaków. Funkcjonowałam na sprzedanych mi przekonaniach. Nie byłam świadoma, że można mieć inne podejście do świata. Po to, aby przyszło nowe, trzeba zrobić na nie miejsce, często przez usuniecie starego. Bardzo trudno puścić znane i wydeptane struktury myślowe budowane latami. Ten proces nie jest ani łatwy, ani przyjemny.

pokora jak sie zmienic

 

Mam tu na myśli puszczanie starych przekonań, wierzeń, nawyków, uzależnień czy relacji.
W tak zwanym „zewnętrznym świecie” jest łatwiej coś namacalnego fizycznie zostawić. Możesz to oddać komuś lub postarać się to zutylizować. W świecie mentalnym pozostawienie czegoś to proces ciągłego odchodzenia. Nie jest to kwestia jednej decyzji, ale raczej ich ciągu. Przy każdej nowej decyzji, która łamie lub puszcza stare przekonanie, lub nawyk, umysł pyta, czy na pewno chcesz tego? Co więcej, testuje twoje prawdziwe intencje w każdej możliwej sytuacji, a najczęściej trudnej. Dostaniesz to zapytanie, gdy będziesz zmęczony, pod wpływem stresu lub jakichś innych intensywnych emocji. Wtedy trzeba ogromnej siły wewnętrznej, aby zasiąść na mostku kapitana. Tej siły niestety nie miałam. Ledwo co ogarniałam sprzątanie bałaganu na stanowisku majtka. Próbowałam funkcjonować z dnia na dzień i szukałam wyjścia z zaklętego kola uwarunkowań, tych samych przyczyn i skutków.

Natknęłam się pewnego dnia na filozofie, która była jak powiew świeżego powietrza w moim świecie. „Wiem, że nic nie wiem” – to zdanie, które mnie zszokowało tak dogłębnie, że zatrzymało mi umysł, a z nim spirale po której się coraz szybciej staczałam. Powiedział to zdanie nikt inny jak nie Sokrates. Człowiek, który w starożytnej Grecji był uważany za największego mędrca ówczesnego świata. Mędrzec, który nic nie wiedział?

Zadziwiające jest, że fizycy wiedzą niemal wszystko od kilku milisekund po powstaniu wszystkiego — po tak zwanym wielkim wybuchu czy punkcie zero. Jednak te kilka milisekund sprawia, że na większość intrygujących pytań, naukowcy odpowiedzą nam, że nie wiedzą. Naukowe podejście jest pełne pokory. Nauka nie boi się powiedzieć „nie wiem”.

Wiara, z drugiej strony, w tym ujęciu jawi się jak zakład, którego nikt nie planuje sprawdzać. Wszystko dlatego, że z jednej strony jest naturalna niechęć do rozczarowań a z drugiej ogromna sympatia do sądzenia, że coś wiemy.

Jak wobec tego Sokrates może stać się współczesnym guru samorozwoju? Weźmy jego technologię zadawania pytań, która ma na celu uświadomienie sobie własnej niewiedzy. Nie jest to zbyt trendy, bo mimo stuleci umysł ludzki dalej równie mocno nie lubi ani kwestionowania, ani przyznania się do tego, że coś mu jednak umknęło. Jedyna różnica to ta, że w czasach Sokratesa jego filozoficzny coaching sprowadził na niego śmierć przez cyjanek, a dziś jego lekcji co najwyżej nikt by nie kupił. Przywykliśmy płacić za wiedzę, a nie za uświadomienie jej braku.

jak sie zmienic pokora

Tymczasem realizacja niewiedzy jest potężnym narzędziem w rozwoju osobistym i najczęściej pierwszym poważnym krokiem w jego kierunku. Była również i moim. Kiedy prawie nic już nie działało w moim życiu, przestałam udawać, że wiem. Wtedy mądrość, której nie jestem, w stanie pojąc, ułożyła moje życie w tak harmonijny sposób, że patrzę z osłupieniem I zdziwieniem na zaistniałe dzieło sztuki. Nigdy nie byłabym w stanie sama tego wymyślić. Codziennie budzę się rano z wdzięcznością w sercu za to, co mi życie dało. Nawet moja ciężka przeszłość jest częścią tej niepojętej harmonii. Ciągle podbijam nowe lądy, kolekcjonuje artefakty, co więcej miło się przyzwyczajam, a potem, jeśli tylko moje ego mi pozwoli (a nie zawsze tak jest), pokornie pozwalam zabrać swoje złudzenia pierwszemu odpływowi.

Czy Jesteś pewien, że wiesz? Czy wiesz, co to jest życie? Czy wiesz, co to jest świadomość? Czy wiesz, co to jest wszechświat?

Czy chciałbyś wiedzieć, choć część tego, czego nie wiesz? Drogą indukcji od ogółu do szczegółu możesz zaznać zjawiska współcześnie deficytowego — prawdy. Jej ścieżkami chodzą zazwyczaj ludzie pokorni. Zdają oni sobie sprawę, że prawda może w każdej chwili zweryfikować ich przekonania, a nawet ich życie. Prawda nie często znajdzie drogę do kampanii marketingowych. Często bardzo słabo się sprzedaje, nawet w książkach psychologicznych. Jednak prawdziwy rozwój zaczyna się wtedy, gdy umysł odpowiada „nie wiem”. Wówczas jego drzwi otwierają się, a do jego wnętrza wpływa prawda jak powiew świeżego powietrza. Wtedy robi się przestrzeń. Jeżeli będziesz miał szczęście, zostanie ona wypełniona mocą, której twój umysł nigdy nie pojmie, a która sprawi, że twoje życie rozkwitnie jak dolina kwiatów u stóp niebosiężnych szczytów.


Więcej rozważań na temat rozwoju osobistego znajdziesz na moim blogu diamentyrozwoju.pl